Chill na Zanzibarze

2 lata temu

Dwa dni odpoczynku na rajskiej wyspie.

568 0

Ostatnie trzy dni z dziesięciodniowego pobytu w Tanzanii spędzamy na wschodniej części wyspy Zanzibar. Biały piasek, turkusowe morze i łapanie oddechu przed powrotem do szarej rzeczywistości.

Zarezerwowaliśmy trzy noclegi w Mbuyuni Beach Village niedaleko miejscowości Jambiani. Warto przy okazji wspomnieć, że odległość od lotniska do wschodniej części wyspy, gdzie znajduje się większość hoteli i resortów wynosi ok. 60 km. Standardowa cena za przejazd taksówką (a niespecjalnie są inne alternatywy) to 30$. Niektóre hotele oferują transfer z lotniska, ale zapłacicie za to porównywalną kwotę. Wspomniany hotel mogę z czystym sercem polecić: znajduje się bezpośrednio przy plaży. Jest basen, w którym pławiliśmy się w zasadzie sami, we wrześniu mało było innych gości hotelowych. Hotel posiada przytulną restaurację, gdzie rano serwowane są śniadania (w cenie), a wieczorem pyszne dania z karty. We wrześniu 2017 płaciliśmy 50$ za nocleg w domku z gankiem. Bardzo dobre miejsce na kilkudniowy chill.

Zanzibar
Zanzibar
Zanzibar
Zanzibar
Zanzibar
Zanzibar
Zanzibar
DSC_0014.jpg
Zanzbiar
DSC_0017-2.jpg
Zanzibar
DSC_0052-2.jpg
Zanzibar

Niedaleko naszego hotelu znajduje się restauracja, umieszczona na pomoście wychodzącym wgłąb oceanu. Jak teraz o tym wspominam, to zastanawia mnie, czemu tam nie dotarliśmy. Jak zwykle nie starczyło na wszystko czasu ;)

DSC_0157.jpg

DSC_0057.jpg
Zanzibar

Drugiego dnia udaje nam się nawet obejrzeć wschód słońca.

DSC_0016.jpg
Zanzibar
DSC_0019.jpg
Zanzibar

To co tu można jeszcze robić oprócz leżenia, opalania i kosztowania lokalnych pyszności? Otóż na Zanzibarze piździ. I to piździ tak dobrze, że robią się z tego idealne warunki do uprawiania kite surfingu. W miejscowości Paje jest mnóstwo szkół i instruktorów, a cały horyzont roi się od kolorowych “spadochronów”. Do Paje można dojść pieszo plażą, co też uczyniliśmy drugiego dnia.

DSC_0180.jpg
Paje, Zanzibar
DSC_0181-2.jpg
Paje, Zanzibar
Paje, Zanzibar

Mniej więcej pośrodku wyspy znajduje się Park Narodowy Jozani Forest. Ze względu na ograniczenia czasowe i fakt, że dopiero co wróciliśmy z safari, odpuszczamy sobie jednak tą przyjemność. Zamiast oglądania małpek zdecydowaliśmy się na oglądanie rybek i ostatniego dnia pobytu na wyspie bierzemy udział w blue safari, co też jest popularną formą jednodniowej rozrywki. Napiszę o tym więcej w osobnym poście.

Do miejscowości Jambiani warto się przespacerować, żeby zobaczyć jak żyją lokalsi. Zrobiliśmy sobie spacer plażą, pierwszego dnia po południu. Tutaj od razu rodzi się pytanie czy na Zanzibarze jest bezpiecznie. Powiem tak: na pewno trzeba zachować podstawowe środki ostrożności. W hotelu ostrzegali nas, żeby raczej nie włóczyć się po nocy. Plaże od Paje do Jambiani przemierzają co chwilę Masajowie, którzy chcą opchnąć jakieś swoje dobra. Potrafią być namolni, więc jeśli nie zamierza się nic kupić, to trzeba być stanowczym i raczej nie wdawać się z nimi w żadne dyskusje. Absolutnie należy się wystrzegać wszelkiego “nielegalnego” towaru, który mogą oferować. Zdarzały się historie, że ludzie po zażyciu takich lokalnych dopalaczy umierali, więc to z pewnością jest kiepski pomysł na wakacyjny high. Dopiero po powrocie do kraju przeczytałam mrożącą krew w żyłach historię wakacji na Zanzibarze na blogu Addicted to passion. Wyważenie drzwi do pokoju hotelowego, napad z maczetami i kradzież wszystkich kosztowności – to zdecydowanie wywraca mózg na drugą stronę. Gdzieś tam z podróżowaniem zawsze jest związane pewne ryzyko, napad może mieć miejsce w każdym miejscu na świecie, ale nie można też żyć nieustannym strachem, że coś się złego wydarzy. W każdym razie ja na Zanzibarze czułam się dość bezpiecznie.

Na wyspie są potężne pływy. Rano woda podchodzi pod schodki, którymi schodzi się na plażę, a po południu Oceanu Indyjski cofa się kilkanaście metrów wgłąb lądu odsłaniając kamienie, wodorosty i algi, które zbierają miejscowe kobiety.

plaża rano
DSC_0072.jpg
plaża po południu
DSC_0059-2.jpg
Zanzibar
DSC_0058.jpg
Zanzibar
DSC_0254.jpg
Zanzibar
DSC_0239.jpg
Zanzibar
DSC_0217.jpg
Zanzibar

Wieczorem z kolei piasek robi się dość grząski i łatwo można utknąć :)

Zanzibar

W Jambiani robimy sobie spacer “po wsi”, wzdłuż lokalnych zabudowań. Są tutaj domy mieszkalne, szkoła, sklepiki i małe jadłodajnie. W jednym sklepie kupuję lokalne kolorowe tuniki, które idealnie się nosi na strój kąpielowy :) Kosztują 2$ bez targowania. Trafiamy też do małej manufaktury wyrobów z gliny, można tutaj zakupić rękodzieło miejscowych kobiet. Piękna inicjatywa. Kupujemy zawieszkę-kalmara i miseczkę-rybę.

DSC_0107.jpg
Jambiani, Zanzibar
DSC_0115-2.jpg
Jambiani, Zanzibar
DSC_0116.jpg
Jambiani, Zanzibar
DSC_0132-2.jpg
Jambiani, Zanzibar
DSC_0145-2.jpg
Jambiani, Zanzibar
DSC_0149-2.jpg
Jambiani, Zanzibar
DSC_0152.jpg
Jambiani, Zanzibar
DSC_0084.jpg
Jambiani, Zanzibar
DSC_0088-2.jpg
Jambiani, Zanzibar
DSC_0104.jpg
Jambiani, Zanzibar
DSC_0142.jpg
Jambiani, Zanzibar

Większość mieszkańców przygląda nam się z uprzejmym zainteresowaniem, dzieciaki wołają hello i machają do nas, ale zdarzają się też małe łebki, które bezczelnie podchodzą i z uśmiechem na buzi mówią: give me money. To z kolei podnosi kwestię zagadnienia, jak mądrze pomagać. Przywożenie dzieciom słodyczy, baloników, czy dawanie im gotówki do ręki to jest zły pomysł. My się czujemy przez chwilę lepiej, bo pomogliśmy biednemu afrykańskiemu dziecku, a tymczasem taką postawą długofalowo robimy im więcej krzywdy niż pożytku. Jeśli chcecie mądrze pomóc, znajdźcie organizację charytatywną, która działa na tym terenie, kupcie miseczki z gliny wykonane przez miejscowe kobiety, ale nigdy nie dawajcie pieniędzy do ręki.

Post jest częścią relacji Tanzania 2017.

PS. Jeśli nie chcesz przegapić moich następnych wpisów, zasubskrybuj bloga, o tutaj. Każdy mój nowy artykuł trafi także do Twojej skrzynki. Nie spamuję :)