01 Wrz

Boskie LA

Tytuł posta przewrotny, bo we wszelkich relacjach można przeczytać: Nie jedźcie do Los Angeles, nic tam ciekawego nie ma. Oczywiście pojechaliśmy, żeby wyrobić sobie własną opinię ;)

Po wizycie w studiu Warner Bros wymeldowujemy się z hotelu i wsiadamy do auta. W planie na dzisiaj mamy zobaczenie słynnego napisu Hollywood, spacer po Alei Gwiazd, wizytę w Beverly Hills i przejażdżkę Mulholland Drive.

Napis decydujemy się obejrzeć z poziomu położonego na wzgórzu obserwatorium astronomicznego Griffith Observatory. Przy okazji można sobie zwiedzić wnętrze (wstęp bezpłatny).

Griffith Observatory

Griffith Observatory

Hollywood Sign

Hollywood Sign

Napis jest wystarczająco dobrze widoczny, żeby cyknąć sobie fotkę. Jest kilka innych miejsc, z których lepiej go widać, ale nie bardzo chcemy kluczyć po krętych wzgórzach. Bardzo liczne są natomiast tablice ostrzegające Private PropertyNo access to Hollywood Sign. Wyobrażam sobie, że dla mieszkańców hordy napalonych turystów muszą stanowić prawdziwe utrapienie :)

Przy obserwatorium bardzo dobrze widać też panoramę miasta. Przejrzystość powietrza jest jednak dość mała, zapewne przez smog.

Los Angeles

Los Angeles

Clark Griswold

Clark Griswold

Chevy Chase Street

Chevy Chase Street

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W drodze do Hollywood Boulevard pomyliły nam się zjazdy i wylądowaliśmy przypadkowo na Chevy Chase Street :) Clark Griswold oraz Erwin Fletcher to zdecydowanie moje najulubieńsze postacie komediowe :)

Ze znalezieniem miejsca dla auta na Hollywood Boulevard nie było większych problemów, bo wszystkie znaki prowadzą do ogromnego piętrowego parkingu. Na szczęście sporym usprawnieniem jest fakt, że samochody są odwożone przez obsługę i po okazaniu kwitku sprowadzane z powrotem. Inaczej wszystko by trwało ze trzy razy dłużej. Sama ulica jest jak połączenie wielkiego targowiska z festynem. Z jednej strony jest mnóstwo sklepików z plastikowymi Oscarami i chińskimi pamiątkami, z drugiej Michaele Jacksony, kilka sztuk Marlin Monroe i innych gwiazd kina, z którymi za drobną opłatą można sobie zrobić zdjęcie :) Przebierańcy spacerują w te i z powrotem, zagadują, sprzedawcy wykrzykują promocje: tylko w tej godzinie i tylko z czerwonym koszykiem bierzesz 3 za 2. Na wyróżnionym zdjęciu widać wnętrze typowego sklepu z tej okolicy: zalew złotych Oscarów ;) Chodnik z gwiazdami okazał się mniej błyszczący, a fragmentami nawet popękany.

Hollywood Boulevard

Hollywood Boulevard

Hollywood Boulevard

Hollywood Boulevard

Hollywood Boulevard

Hollywood Boulevard

Niedaleko nas znajduje się Dolby Theatre, dawny Kodak Theatre, znany z ceremonii wręczania Oscarów. Okazuje się, że najważniejsze nagrody amerykańskiego przemysłu filmowego przyznawane są w miejscu, które na co dzień jest zwykłym centrum handlowym. Kupiliśmy sobie po shake’u i zaliczyliśmy wizytę w toalecie :P

Dolby Theatre

Dolby Theatre

Dolby Theatre

Dolby Theatre

Uważam, że warto przyjechać do LA właśnie po to, żeby zobaczyć jak to wszystko prezentuje się na co dzień i trochę odczarować mit o wielkim Hollywood i czerwonych dywanach.

Następny punkt programu to Amoeba Music Store, ogromny sklep muzyczny z używanymi płytami, w którym Przemek oszalał ze szczęścia i wyszedł z wcale niekiepskimi sprawunkami ;)

Robimy sobie przejażdżkę Mulholland Drive i kierujemy się do Beverly Hills.

Mulholland

Mulholland

Beverly Hills, najdroższa dzielnica Los Angeles: ekskluzywne sklepy, wypasione bryki i domy warte miliony dolarów. Symbolem luksusu jest ulica Rodeo Drive.

Rodeo Drive

Rodeo Drive

Byłam, widziałam, starczy :) Wracamy do auta i próbujemy zdążyć przed zachodem na Santa Monica Pier.

Relacja w ramach opisu podróży USA Trip 2014.