03 Sie

Ho Chi Minh

O tym, że powiedzenie „Ale Sajgon!” wcale nie jest przesadzone i jak się tutaj rozmawia po angielsku.

Do Ho Chi Minh lecimy liniami VietJet z lotniska Da Nang. Koszt dla dwóch osób za godzinny lot (wliczony bagaż do 15 kg) to w listopadzie 2016 niecałe 400 PLN. Start o 7:20 więc pomni wcześniejszych doświadczeń z dostaniem się do Hội An zamawiamy na 5 rano busika z hotelu na lotnisko. Tym razem podróż odbywa się bez nieprzyjemnych niespodzianek.

Po wyjściu z lotniska kierujemy się w prawo na dworzec autobusowy, skąd na pokładzie autobusu nr 49 za jedyne 40K VND (~7 PLN) w komfortowych warunkach podjeżdżamy do naszej dzisiejszej mety. Pytają nas o adres hotelu i kierowca tak kluczy po uliczkach, żeby wszystkich odstawić jak najbliżej celu. Miło :)

Mamy zabukowane dwa noclegi (34$) w Banana Leaf Hotel, po rozpakowaniu ruszamy na miasto.

Ho Chi Minh

Ho Chi Minh

Nazwę Sajgon nadali miastu Francuzi w okresie kolonialnym, a od 1976 zmieniono oficjalną nazwę na Ho Chi Minh, na cześć wietnamskiego bohatera narodowego.

Mój cel numer jeden na teraz to rozwiązanie kwestii zepsutego aparatu. W zasadzie to jestem zdecydowana na kupno nowego na miejscu, ale po namowach :P decyduję się podjąć kolejną próbę oddania sprzętu do naprawy. W skrócie: nie udało się. Straciliśmy bez sensu trzy czwarte dnia, tylko po to, żeby finalnie wrócić do sklepu foto, w którym byłam o 10 rano i kupić na miejscu lustrzankę Nikona.. Obraziłam się na Sony.

W trakcie tej aparatowej bieganiny udaje nam się zwiedzić War Remnants Museum (15K VND), które jest doskonałym zapisem wszelkich okropności, które Amerykanie wyrządzili Wietnamczykom w trakcie trwania konfliktu zbrojnego. Jestem jeszcze słaba po przedwczorajszych żołądkowych sensacjach, a to są zdecydowanie obrazy, na które ciężko się patrzy. Anglosasi mają dobre określenie na tego typu odbiór: disturbing images.

War Remnants Museum

Wieczorem wypuszczamy się popatrzeć na miasto z góry, konkretnie do The View Rooftop Bar, który reklamują jako najtańszy :P bar z widokiem na miasto w Sajgonie. Faktycznie – ceny jak na takie miejsce są dość przystępne: najtańsze piwko za 30K VND. Do tego przemiłe kelnerki i przyjemny widok na rozświetlone Ho Chi Minh. Przemek zamawia żabie udka, ja wybieram z menu coś bardziej zachowawczego, wspomnienia upojnej nocy nad kiblem są jeszcze zbyt świeże :)

Na drugi dzień pobytu w Ho Chi Minh planowaliśmy wstępnie wizytę w tunelach Cu Chi, które znajdują się w odległości ok. 70 km od miasta. Przed nami jeszcze wizyta na Polach Śmierci w Kambodży, a wczoraj straciliśmy jednak sporo czasu, więc decydujemy się odpuścić. Chcę trochę nasiąknąć atmosferą samego miasta.

Drugi dzień zaczynamy od śniadania w The Hungry Pig

i wizyty w Fine Arts Museum (10K VND), gdzie można dla odmiany pokontemplować sztukę :)

Fine Arts Museum

Fine Arts Museum

Fine Arts Museum

Fine Arts Museum

A skoro już mowa o galeriach, to okazuje się, że centra handlowe w Wietnamie wcale nie ustępują naszym. Mi się komunizm kojarzy przede wszystkim z octem na półkach i kompletnym brakiem dóbr luksusowych. No to proszę: to komunizm w wydaniu azjatyckim :)

Kolejny punkt dnia do wizyta w Independence Palace (30K VND). Budynek to historyczny relikt, obecnie pełni funkcję muzeum. W latach 70 służył jako siedziba prezydenta Południowego Wietnamu, Nguyena Van Thieu, który dowodził stąd armią podczas wietnamskiej wojny.

Independence Palace

Independence Palace

Independence Palace

Independence Palace

Independence Palace

Kierujemy się teraz pod Katedrę Notre-Dame, wzniesioną przez francuskich kolonialistów w latach 1863-1880. Dwie wieże zegarowe wznoszą się na wysokość 58 metrów.

Katedra Notre-Dame

Przed kościołem znajduje się pomnik Marii, który miał w październiku 2005 uronić łzę. Zwierzchnik kościoła katolickiego w Wietnamie nie potwierdził tych rewelacji, ale pielgrzymów i tak było zatrzęsienie :)

Katedra Notre-Dame

Do dzisiaj miejsce jest popularne wśród turystów, więc zaradni lokalsi próbują przy okazji coś na tym ugrać. Tutaj gościu z pączkami na głowie :)

Blisko Katedry znajduje się budynek poczty wybudowany w latach 1886-1891, kiedy to Wietnam był częścią francuskich Indochin. Będąc na miejscu byłam przekonana, że jest to dzieło słynnego twórcy Wieży Eiffel’a, ale wiki podaje, że to dość popularne wierzenie, a w rzeczywistości budynek zaprojektował niejaki Alfred Foulhoux.

budynek poczty, Ho Chi Minh

Pod koniec dnia zaczepia nas grupa młodych ludzi z prośbą o możliwość pokonwersowania po angielsku. Dla Azjatów każdy biały mówi po angielsku i jest to dość popularna forma szlifowania spoken English ;) Spoko, czemu nie. Dziewczyna pyta skąd jesteśmy, mówię że z Polski, dodając szybko, że to w Europie. Spodziewam się, że Poland niewiele im mówi. A tutaj wielkie zaskoczenie: w sekundę pojawia się zafoliowana mapa naszego kraju z zaznaczonymi atrakcjami i tematami do rozmowy. Szczęka mi opadła. A już zbierałam ją z chodnika, jak na mapce obok Katowic znalazłam mały punkcik z napisem Sosnowiec :) Rozmawialiśmy chyba z pół godziny. Opowiadałam jak wygląda życie w naszym kraju, pokazałam zdjęcia Amona, co oczywiście musiało skończyć się dyskusją na temat spożywania kociego mięsa.. Zarzekali się, że to tylko na północy kraju :) Ogólnie bardzo fajne doświadczenie, dostaliśmy w podzięce krótki przewodnik do przetrwania w Sajgonie i tradycyjne wietnamskie chusty.

ekipa do konwersacji :)

Jutro obieramy kierunek na Deltę Mekongu. Na koniec parę kadrów z miasta, takich w stylu: Ale Sajgon :)

Sajgon

Sajgon

Sajgon

Sajgon

Sajgon

Sajgon

Sajgon

Sajgon

Sajgon

Sajgon

Post jest częścią relacji Azja 2016.