Lut 24, 2017
166 Wyświetleń

Sa Pa

Sa Pa to niewielkie miasteczko położone w górach (1500 m. n.p.m), niedaleko granicy z Chinami. Najczęściej porównuje się je z naszym Zakopanem. Górskie tereny zamieszkuje dużo mniejszości etnicznych. Kobiety ubrane w kolorowe ludowe stroje można podziwiać na każdym kroku. Zajmują się głównie sprzedażą rękodzieła i lokalnych specjałów gastronomicznych. Sa Pa to także miejsce wypadowe do górskich trekkingów, których przepiękne trasy wiodą wzdłuż tarasów ryżowych.

W Hanoi można wykupić zorganizowane wycieczki do Sapy, my zdecydowaliśmy się tylko na kupno biletów na pociąg, a trekking postanowiliśmy załatwić na własną rękę na miejscu. Bilety na stacji kolejowej można kupić w cenie 400 tys. VND (ok. 18 USD) od osoby w jedną stronę. Za ten sam bilet kupiony w naszym hostelu płacimy 25$, oryginalna cena była sprytnie zamazana czarnym markerem, ale pod światło dało się wyczytać ile przepłaciliśmy :)

Ruszamy nocnym pociągiem tego samego dnia, w którym wracamy do Hanoi z wycieczki po Ha Longu. W każdym wagonie znajdują się dwa piętrowe łóżka, czysta pościel, stolik z wodą, ciasteczkiem i zapakowanym owocem. Dzisiaj dzielimy przedział z parą młodych Duńczyków. Znowu jest okazja do wymiany doświadczeń, tym bardziej że oni podróżują w przeciwnym kierunku: od Kambodży i południa Wietnamu – a ta trasa dopiero przed nami.

Pociąg do Lao Cai

Pociąg dojeżdża do miejscowości Lao Cai, do Sapy trzeba się jeszcze dostać busem (ok. 40 km). Pół godziny przed dojazdem na miejsce obsługa pociągu budzi pasażerów waleniem w drzwi :) Prawie wszyscy podróżujący turyści zmierzają do Sapy, więc biznes busikowy jest tutaj dość mocno rozwinięty. Dajemy się „złowić” już w pociągu, płacimy za transport 50K VND, ale kierowca odstawia nas prawie pod hotel. Większe, „miejskie” busy podobno kosztują 30K VND. Nocujemy w bardzo przyjemnym May Nui Sa Pa Hostel za $13. Duży pokój i przemiły gospodarz, który pomimo braków w angielskim bardzo nas gościnnie powitał :)

Mamy duże szczęście, bo pogoda zapowiada się rewelacyjnie. Widziałam na jednym podróżniczym slajdowisku zdjęcia z listopada, kiedy było pochmurno, padał deszcz i była mała widoczność powietrza. U nas dzisiaj niebieskie niebo i dwadzieścia parę stopni na plusie. W pierwszy dzień zwiedzamy miasteczko i idziemy do wioski Cát Cát. Robimy też wstępne rozeznanie co do jutrzejszego trekkingu. Chcemy opcję z tzw. homestay, czyli z nocowaniem u górali.

Centralnym punktem Sapy jest plac z kościołem, pod którym można spotkać bardzo wiele góralek sprzedających właśnie takie wycieczki. Łapią za ręce, namawiają, bardzo dobrze mówią po angielsku. Zastanawiamy się czy decydować się na kupno takiej przyjemności od „baby z ulicy”, ale ostatecznie decydujemy się na poleconą w Lonely Planet agencję Sapa O’Chau.

Sa pa, Wietnam

Na ulicach Sapy widać bardzo wiele przedstawicieli różnych grup etnicznych.

Czarni Hmongowie

Czarni Hmongowie

Czerwoni Dao

Czerwoni Dao

Tayowie

Tayowie

uliczny handel, Sa Pa

uliczny handel, Sa Pa

uliczny handel, Sa Pa

Miasto ma klimat górskiego kurortu: mnóstwo knajpek i sklepów z odzieżą Northface, o których piszą że jest Made in Vietnam. Jest też małe jeziorko z uroczymi zdezelowanymi łabądkami.

Sa Pa

Sa Pa

Za kawę parzoną „po wietnamsku” trzeba tutaj zapłacić 25K VND (~ 4.5 PLN).

Post jest częścią relacji Azja 2016.

Kategorie
Azja · Podróże · Wietnam