Lis 9, 2016
139 Wyświetleń

Papuwyan Waterfall

Ostatniego dnia pobytu w Port Barton, po porannej wycieczce do lasów namorzynowych, wybieramy się zobaczyć wodospad Papuwyan. W internecie znaleźliśmy dokładny opis dojścia na miejsce, bo cały spacerek trwa ponad półtorej godziny, chociaż to tylko 3.5 km w jedną stronę. Generalnie zasada jest taka, żeby na każdym rozwidleniu kierować się w prawą odnogę. Podczas tego trekkingu na własnej skórze mogę się przekonać co to znaczy duża wilgotność powietrza. Pot dosłownie leje się po plecach, pomimo tego, że temperatura nie jest ekstremalnie wysoka, a do tego większość drogi pokonujemy w dżungli :)
W niektórych miejscach jest dość błotnisto, parę razy trzeba się przeprawiać przez rzekę (sandały wskazane), a najbardziej to jest zielono :) Droga niemiłosiernie mi się dłuży, w pewnym momencie rozważamy nawet czy nie olać sprawy – baliśmy się, że nie zdążymy wrócić przed zachodem słońca. Ale jakoś udaje się doczłapać. Sam wodospad nie jest bardzo spektakularny, z tej wyprawy bardziej mi się podobała dżungla i banany na drzewach ;)

Post jest częścią relacji z wyprawy na południową półkulę.

Kategorie
Azja · Filipiny · Podróże